Mamo, mogę? Proszę? Pole walki

Osoby aktywne fizycznie, uprawiające sport czy to wyczynowo, zawodowo lub rekreacyjnie z zamiłowania mają pewne, niebezpieczne dla ich zdrowia skrzywienie. Taki „osobnik” potrafi wytrzymać ból, krew, pot i łzy aby przebiec jeszcze parę metrów, aby pokonać rowerem kolejną górkę, wycisnąć kilka kilo więcej na siłce, zdobyć kolejny szczyt. Endorfiny jakich dostarcza aktywność fizyczna są niczym narkotyk, który napędza, daje power, uśmierza ból. „Osobnicy” doznają uczucia jak by byli bogami i każda przeszkoda jest do pokonania, taką mają siłę jeśli tylko mogą popełnić trening, lecz czasami zaczynają się schody, schody które niekiedy są trudne do pokonania.

Coś, gdzieś zaczyna boleć, chrupie, strzela w mięśniach, stawach, ogólnie czuć, że źle się dziej. Niestety i wtedy taki „osobnik” nie zaprzestaje uprawiania sportu, przecież to jego sposób na życie, nie potrafi inaczej. Więc nadal eksploatuje swoje ciało, sprawdza jego granice wytrzymałości i czy może je przekroczyć, a gdy ból staje się nieznośny zaczyna kombinować, może jak łyknie proszek albo posmaruje maścią przeciwbólową, to pomoże?

Pomaga, tylko na ile? 

Często tylko na chwilę, zaś następny etap tej przygody jest nieco mniej przyjemny. Zdarza się, że „osobnik” ląduje pod nożem chirurga – ortopedy, lub na stole fizjoterapełty. Takiego „osobnika” w kolejce do specjalisty poznamy po minie zbitego psa, gdyż nie może trenować bo ból jest zbyt silny, a przed nimi klaruje się niezbyt radosny okres rehabilitacji, który ciągnie za sobą nierzadko długi postój w treningach.

Kiedy tylko taki „osobnik” w trakcie rehabilitacji zaczyna odczuwać, a raczej nie odczuwać dyskomfortu spowodowanego kontuzją, w jego głowie kiełkuje myśl: a może by tak wrócić do aktywnego sportu? Może mi pozwolą? Przecież jest już lepiej, nic nie boli, no czasami coś zakłuje ale to nic wielkiego. Z tą myślą idzie na kolejną wizytę kontrolną i niczym jak dziecko proszące mamę o kolejne ciasteczko przed obiadem robi wielkie oczy kota ze Shreka i biorąc na litość specjalistę zaczyna żebrać o pozwolenie na to co go kręci najbardziej. Z lekką dozą niepewności zadaje pytanie: „Mogę popełnić trening? Jechać w góry?, Odpalić rower?” Jeśli odpowiedź jest pozytywna na twarzy „osobnika” maluje się radość i szczęście, a w oczach widać błysk, lecz gdy otrzymuje odpowiedz negatywną często odbywa się „krakowski targ”.

„Osobnik” sfrustrowany 

„Osobnik” sfrustrowany wykonywaniem nudnych rehabilitacyjnych ćwiczeń próbuje przekonać specjalistę, iż On jest gotowy i na tyle zdrowy, że śmiało może wracać do czynnego sportu, proponując różne warianty oraz lżejsze odmiany treningu np.: basen, marsz lub treningi funkcjonalne bez dodatkowego obciążenia. Gdy tylko udaje mu się przeforsować którąś z dyscyplin euforia nie ma granic, a światełko w tunelu świeci się coraz mocniej, będzie trening, będzie się działo.

Takie historie słyszę średnio raz w tygodniu. Jestem światkiem i uczestnikiem tych błagalnych rozmów w gabinecie rehabilitacji, bo wszyscy my „osobnicy” z wadą wrodzoną o imieniu „Sport” nie chcemy poddać się swym kontuzjom, a pasja do aktywnego trybu życia, która nauczyła nas walki o swoją sprawność fizyczną, nakręca nas do walki i daje siłę by pokonać smoka.

Ps. Trzymam kciuki za wszystkich sportowych świrów i życzę wam jak najmniej kontuzji, a jak najwięcej aktywnie spędzonego czasu.

Pozdrawiam Sówka81


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>