Jak zabłądzić w Tatrach-Iwanicka Przełęcz, Ornak Tatry

Pokochałam góry i pewnie jak wielu z was góro-manianków złapałam tego bakcyla przez czysty przypadek. U mnie to było tak. Ponieważ lubię spędzać czas aktywnie, propozycja wyjazdu w Pieniny jesienią była kusząca, w planie Trzy Korony i Sokolica. Niestety już wtedy byłam po dwóch zabiegach artroskopii kolan, które dały marny efekt poprawy i obawiałam się jak biedactwa zniosą całodzienną wędrówkę góra-dół. No cóż, lekko nie było, swoje odcierpiałam. Tym samym zmusiło mnie to do pracy nad sobą, a jedocześnie obudziło we mnie wcześniej nieznane mi uczucie, na wzór tęsknoty, które złagodzić mógł tylko kolejny wjazd w góry.

To był mój drugi zimowy wyjazd w góry 

Mniej więcej wiedziałam co mnie czeka, ale takiego obrotu sprawy to nikt z naszej czwórki się nie spodziewał. Cała wyprawa zaczyna się 16 stycznia tego roku, w planie jest dotarcie jak najszybciej do schroniska na Polanie Chochołowskiej, a w sobotę zrobienie trasy na Starorobociański Wierch i powrót do domku. W piątek wieczorem, docieramy na parking  Doliniy Chochołowskiej i przy świetle czołówek, rozpoczynamy marsz w górę doliny. Po kilku metrach zaczynają się schody, a raczej lód, nogi rozjeżdżają się nam w każdą stronę. Marta* i Ja wcześniej założyłyśmy nakładki antypoślizgowe, z tą drobną różnicą, że na moich po ostatniej wyprawie pozostało nie za wiele „kolcowych guziczków”, więc i tak ślizgam się po tej lodowej ścieżce.

Decydujemy się na założenie raków 

Dobrze, że mamy ze sobą Grzesia*, który pomaga nam prawidłowo pozapinać to ustrojstwo.  Pierwszy raz idę w rakach, jakby wam to opisać, a już wiem  MASAKRA. Co jakiś czas zahaczam rakiem o stuptuty, buty pod ciężarem raków z każdym krokiem obsuwały się obcierając moje pięty, kiedy doszliśmy do schroniska tak mnie bolały pięty, iż byłam pewna, że jutro jedyną trasa w jaką wyruszę to droga do domu. Nie tylko Ja miałam problem z rakami, Kasia również musiała powalczyć troszkę, jej prawy rak stwierdził, że będzie się cały czas luzował z blokady, po czym ześlizgiwał z buta. Jaki fun mówię wam.

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

O ile mnie pamięć nie myli do schroniska dotarliśmy przed godziną 21:00. Nie spałam w wielu schroniskach, to było drugie w mojej karierze turystycznej i w porównaniu z jego poprzednikiem (Schronisko Ornak) daję mu 3 gwiazdki Michelin. Czyściutkie, cieplutkie, wygodne bardzo fajne. Mieliśmy pokój wieloosobowy i w sumie na kwaterze było nas 8 osób. Wszystko było fajnie tylko, że cały czas pokój wydawał bliżej nieokreślone dźwięki. Nie chodzi mi o trzeszczenie pryczy, czy odgłosy chrapania śpiących współlokatorów, ale o dziwne bulgotanie w rurach, miałam wrażenie jakby ktoś bimber pędził przy moim uchu, bul bul, bul bul całą noc.

Uwielbiam te pobudki o piątej rano

Wstaję jak zombie, zwłaszcza zimą, ciemno jak w ………., wiecie gdzie, i nigdy nie wiem co zrobić najpierw: czy myć zęby, pakować rzeczy, a może zjeść śniadanie, jestem w amoku, ale zawsze jakoś to ogarniam. Wychodzimy, czołówki na głowach, zawracamy bez raków nie da rady. Znów Grześ jest mistrzem ceremonii, wiąże nam trzem raki. W nocy moje zdymki na piętach jakimś cudem zniknęły i raki nie sprawiały mi takich problemów jak minionego wieczoru, za to Kasia, Kasia zdecydowała się na ściągnięcie raków przy wejściu na czarny szlak Starorobociańskiej Doliny.

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Pogoda ma być stabilna, z dużymi przejaśnieniami, w porywach do 100km/h. Może troszkę pizgać, ale wszystko do jest do przeżycia. Grzegorz prowadzi, zna drogę. Przez dolinę idzie się w miarę dobrze, czasami po lodzie, czasami w zaspach po same tyłki. Gdy już znajdujemy się poza linią drzew naszym oczom ukazuje się piękna panorama gór, które otaczają nas ze wszystkich stron świata, chwilkę odpoczywamy, strzelamy kilka fotek i ruszamy w górę, chcemy jak najszybciej dotrzeć na Siwą Przełęcz. Słońce, które chwilami było widoczne od dłuższego czasu zniknęło gdzieś za chmurami, a wiatr zaczął się wzmagać. Aby dojść na Siwą Przełęcz przez nieprzetarty szlak trzeba delikatnie mówiąc troszkę potu z siebie wylać. Trasa do najlżejszych nie należy, im wyżej tym trudniej i stromiej.

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Byłyśmy ogromnie wdzięczne Grzesiowi, że wziął na siebie ten problem i idąc przodem torował  drogę. Po ponad dwóch godzinach drogi, od wejścia na czary szlak, osiągamy pierwszy punkt wypraw  Siwą Przełęcz (1812m.n.p.m). Takim widokiem można by się napawać całe życie. Siła, potęga, moc, dostojność gór, tam jest wszystko, tam znajduję siłę, tam mogę oddychać pełną piersią, dopóki wiatr tak nie przywieje, że głowę chce urwać. Widząc co się dzieje zwijamy manele i zmieniamy plan trasy w kierunku Ornaku, który w grudniu prawie udało nam się zdobyć, ale to zupełnie inna historia.

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wiatr jest bardzo mocny i rośnie w siłę z każdym podmuchem. Będąc gdzieś pomiędzy Kotłową Czubą, a Zadnim Ornakiem znajdujemy miejsce, w miarę osłonięte od wiatru, gdzie robimy zimowy „piknik”. Nie da się długo stać w miejscu przy tej pogodzie, marzną nam stopy i palce. Podejmujemy dalszą drogę jakimś wąskim, ciasnym przesmykiem po skałach, ślizgając się na gdzieniegdzie zamarzniętym  na lód śniegu, docieramy do w miarę prostej trasy, z początku której (prawdopodobnie) naszym oczom ukazuje się  na Ornak (1854 m.n.p.m). Tam rozpętało się piekło, to już nie wiało, a nawet nie pizgało, ale tak napierdzielało, że jedyne co można było zrobić to położyć się i czekać aż przestanie i w przewie pomiędzy jednym, a drugim podmuchem próbować przeczołgać się parę metrów do przodu.

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Próbowałam wstawać, pełzać, czołgać się 

Każda próba by stanąć na dwie nogi była skazana na porażkę, wiatr był tak silny, że złamał się jeden z moich kijków. W nielicznych chwilach kiedy udawało się podnieść głowę zauważałam takie sytuacje: Marcie* czapkę porwało gdy próbowała odpiąć czekan, a gdy tylko wstała na nogi na nogi wiatr rzucał nią jak marionetką, Kasia* zaś bidula bez tych raków zero przyczepności, jedyną jej podporą były kijki, widziałam jak walczy z halnym wbijając je równocześnie w śnieg, co miało pomóc w utrzymaniu się w miejscu bo iść to się nie dało. Grześ* za to walczył dzielnie.

W zależności od tego w jakim stanie siły psychicznej dany członek wyprawy się znajdował ten wysuwał się na prowadzenie. W moim przypadku walka z wiatrem wyczerpała mnie w pewnej chwili doszczętnie. Przed szczytem Ornaku (jak sądzę) opuściły mnie wszelkie siły, na chwilę poddałam się, a przez głowę przeleciała mi myśl – tu umrę, Boże!!! Nie mam już siły!!! Przez tą chwilę załamania Kasia*, Marta* i Grześ* zniknęli za szczytem góry, zostałam tylko Ja, halny i resztki moich sił. Musicie wiedzieć, że do zbytnio religijnych osób nie należę, ale jak trwoga to do Boga. Tak żarliwie i szczerze jak na tej górze to nigdy w życiu się nie modliłam. Zebrałam się jakoś i równocześnie modląc się i przeklinając przeszłam wzniesienie, a oczom mym ukazali się moi towarzysze, którzy w tym wietrze również nie doszli zbyt daleko.

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Za szczytem wiatr jest nieco lżejszy, brodząc po tyłki w zaspach zaczynamy szukać zejścia na szlak do Iwanickiej Przełęczy. Jestem tu drugi raz, co prawda od innej strony, ale kuźwa powinnam trafić na szlak, którym niecały miesiąc temu wychodziłam wraz z Jadzią. Babramy się w tym śniegu, z trudem wygrzebując się z pomiędzy zasap śniegu jakie powstały zasypując szlak idący między kosodrzewiem. W końcu zaczynamy gdzieś schodzić, zupełnie na dziko i zupełnie inną stroną niż tą po której jest szlak na Iwanicką Przełęcz, a pomysł ten wziął się stąd, że w oddali majaczyło schronisko. Trawersując zboczem brniemy w nieznane, oczyma wyobraźni już widzę te nagłówki w gazetach:

„TOPR ratuje grupę turystów z małopolski, którzy wykazując się brakiem rozsądku zeszli ze szlaku”. 

W telewizji już byłam, co prawda internetowej, ale nadal to telewizja, lecz gazety i do tego te wszystkie portale typu „Tatromaniak”, jaki obciach, wstyd na całą Polskę. Odwracam głowę i co widzę –  no ludzi na górze widzę, wołam resztę towarzystwa, a do tych na szczycie krzyczę – Zaczekajcie!!!! Czekajcie!!!! Dali sygnał, zamachali, stoją czekają. Jaki dostaliśmy power, pod górę zasuwaliśmy jak te małe samochodziki. Wprowadzili nas na szlak w dół przez Suchy Wierch, a na Iwanickiej Przełęczy rozstaliśmy się. Tu już trasa jest nam znana, w dół doliną, aż żółty szlak połączy się z czarnym i dojdziemy do Doliny Chochołowskiej, a stamtąd to już droga prosta do domu. Nogi bolały mnie niesamowicie, ulgę przyniosło pozbycie się raków, a jeszcze większa ulgę dała zmiana obuwia na adidaski.

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Nikomu, powtarzam nikomu nie życzę aby przeszedł przez to co Ja, by stoczył walkę z halnym był na granicy sił fizycznych i psychicznych, a później musiał wsiąść za kierownicę i dowieść pasażerów oraz siebie bezpiecznie do domu. Od Chochołowskiej do autostrady nie rozwinęłam chyba większej prędkości niż 60km/h, a i tam moja prędkość nie była największa. Przez całą drogę trzymałam się kurczowo kierownicy aż do bólu w mięśniach, każdy mój nerw był obolały i zmęczony.

W domu rzuciłam plecaki, wzięłam prysznic i padłam mordą na pysk, wiedząc jedno – nigdy więcej nie chcę tego przeżyć. Z drugiej strony gdyby nie ta cała zawierucha to ten zdeczka przydługawy post nigdy by nie powstał. A wy macie jakieś wspomnienia z halnym? Piszcie w komentarzach.

Ps.Wiatr tego dnia wiał z prędkością 130km/h.  Dziękuje Kasi* za wytrwałość w robieniu zdjęć. Pozdrawiam Sówka81

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz

Wyprawa w Tatry - Iwanicka Przełęcz


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>